ROZDZIAŁ 1
- Vica, weź, może zmienimy plany? Urządzimy sobie wieczór filmowy z lodami i uczcimy koniec szkoły. W Londynie to jak coś mogę też chodzić nago, nie ma różnicy. Co ty na to? - zaproponowała Caroline. Wywróciłam oczami
- Mówiłam już. Masz mieć strój i nie ma innej mowy. Poza tym, od kiedy ty nie lubisz chodzić na zakupy? Od kiedy cię znam, to zawsze kochałaś biegać po sklepach.
- No tak, ale teraz mi się nie chce. Jest tak gorąco.
- Nie ma mowy, idziesz i koniec. Ja idę do domu. Wpadniesz do mnie za godzinę?
- OK. Bądź gotowa. Zamęczę cię - wysłała mi w powietrzu buziaka z chytrym uśmieszkiem
- Jak ja kocham te twoją złą stronę - puściłam jej oczko i udałam się w stronę domu.
Droga powrotna zajęła mi około 10 minut.
- Hej, już jestem! - krzyknęłam, gdy znalazłam się w środku. Po chwili ujrzałam uśmiechniętą Holly zbiegającą po schodach. No tak, czego ja się spodziewałam? Że zastanę mamę, albo tatę w domu? Nie rób sobie nadziei, Victoria. I znowu to uczucie. Złość. Zawsze, gdy moich rodziców nie ma w domu, gdy ja wracam, czuję właśnie to. Holly zawsze powtarza mi, że moi rodzice są bardzo zajęci i że mnie kochają, ale to gówno prawda!! Oni mnie nie kochają i nigdy nie kochali. Znając życie, gdy dowiedzieli się, że mama jest ze mną w ciąży myśleli i aborcji. To okropne mieć takich rodziców. Milion razy bardziej wolałabym być biedna, niż mieć niekochających rodziców. - Jak było w szkole? - z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej opiekunki.
- Super. Za chwilę idę z Carą na zakupy. A tobie jak minął dzień?
- Szczerze? To ten dom bez twojej obecności potrafi być bardzo nudny. Nie miałam nic do roboty, więc z tych nudów poszłam spać, a ty wiesz, jak bardzo tego nie lubię - uśmiechnęłam się. To prawda, Holly nienawidzi spać. Twierdzi, że to strata czasu. Bo przecież zamiast spać można sprzątać i robić o wiele pożyteczniejsze rzeczy. Śmieszą mnie jej poglądy, bo ja nie pokochałam nigdy, niczego bardziej, niż spania.
- To dobrze - po raz kolejny się uśmiechnęłam i pobiegłam do mojego pokoju.
- I z czego się tak śmiejesz? Ty się tu bawisz a mnie skazujesz na takie coś? - pokazała na siebie. Znowu się zaśmiałam - pożałujesz tego, wredoto!! - krzyknęła i zaczęła mnie gonić po całym pokoju. Uciekałam przed nią, skakałam po łóżku i rzucałam w nią poduszkami. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Obraz przesłaniały mi kłęby pierzu walającego się po całym pokoju.
- Victoria? Co ty robisz? Przecież miałyśmy iść na zakupy, a ty nadal w mundurku. Zamierzasz tak wyjść? - rozpoznałam zirytowany głos Caroli
- Ciebie też miło widzieć - powiedziałam sarkastycznie i rzuciłam jej się w ramiona
- No dobra, dobra. Idź się ubieraj - z trudem walczyła z uśmiechem, ale w ostateczności poniosła klęskę.
- No idę, idę. Zaśmiałam się - Zeszłam z łóżka i udałam się w stronę garderoby:
A potem łazienki:
Szybko się przebrałam i wróciłam do przyjaciółki. Holly już nie było w pokoju, za to Carola wylegiwała się na moim łóżku.
- Zbieraj dupę i idziemy! - zawołałam wesoło.
- To mnie zanieś! - wyciągnęła do mnie ręce.
- Nie ma mowy, kochana - Poklepałam ją po tyłku i ruszyłyśmy do wyjścia.
- Pa Holly - zawołałam na odchodne i wyszłyśmy na ulice.
* W galerii
- A jak ten? - zapytała Cara przymierzając 10 strój kąpielowy
- Strój, jak każdy, bierz i idziemy - odparłam znudzona. Ja kupiłam już 4 sukienki, a ona będąc już w siedmiu sklepach nie zdecydowała się na nic. Mam dość.
- No wiesz co, Vica? Pamiętaj, że to ty mnie tu zaciągnęłaś. Ja chciałam zostać w domu.
- No dobra. To weź.. ten z flagą USA.
- Tak myślisz? - zapytała, kolejny raz lustrując ubiór, a właściwie kawałek ubioru.
- Tak, jest fajny.
- No OK.
- To kupuj i idziemy - dziewczyna poszła do kas, czyli kilometrowych kolejek. Jezu, to sobie poczekam. Już miałam wyjść ze sklepu, gdy ktoś na mnie wpadł. Wywróciłam się. Był to wysoki brunet i z niebieskimi oczami.Wyglądał na około 19 lat.
- Oh.. Sorry.. Przepraszam, nie chciałem - przepraszał
- Spoko. Nic takiego się nie stało - zaśmiałam się. Chłopak wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wstać.
- Jak to nic? Przecież masz przeze mnie całą bluzkę w kawie. Fuck, jaka ze mnie fajtłapa - spojrzałam na moją przemoczoną koszulkę. Faktycznie była cała mokra i brudna.
- Na serio. Zaraz kupię sobie jakąś nową - uśmiechnęłam się lekko.
- Co ty? Nie pozwolę ci na to - spojrzałam na niego jak na idiotę - ja ci ją kupię, bo to przeze mnie. Chodź - pociągnął mnie za rękę w stronę sklepu gdzie była Car.
- Ale muszę powiedzieć mojej przyjaciółce..
- Daj spokój, szybko to zrobimy - westchnęłam
- No dobra - wybrałam pierwszą, lepszą koszulkę.
Sprawdziłam cenę, lecz tajemnicze ręce zabrały mi koszulkę.
- Cena jest nieważna - to był.. właściwie nie wiem jak on ma na imię.
- Gdybyś nie wiedziała mam na imię Ryan - uśmiechnął się. On umie czytać w myślach? Jeśli tak.. momentalnie się zarumieniłam. Banan na jego twarzy momentalnie się powiększył, gdy ujrzał moje zmieszanie. - Nie, nie umiem czytać w myślach - puścił mi oczko i odszedł do kasy
- Co? Jak ty to..?
- O nic nie pytaj skarbie - położył palec na moich ustach. To jak mnie nazwał.. Jest ładny, ale mimo to poczułam nieprzyjemne dreszcze w dole kręgosłupa. Podał mi koszulkę.
- Dzięki - odparłam i wyszłam ze sklepu. Szybkim krokiem oddalałam się. - Kurde, powinnam się z nim pożegnać - pomyślałam. Odwróciłam się, lecz jego już nie było. W sumie dobrze. Cholera, a Caroline? Wyciągnęłam telefon z torebki i wybrałam numer do przyjaciółki. Odebrała prawie od razu
- Gdzie ty, do cholery jasnej, jesteś?
- Jestem cała i zdrowa. Dzięki, że pytasz - ironizowałam
- Gdzie jesteś? - westchnęła
- Przy H&M
- Zaraz tam będę. Czekaj na mnie
- OK. Do zobaczenia - powiedziałam, ale ona się już rozłączyła.
Po chwili koło mnie stała już przyjaciółka.
- Z tobą, to jak z dzieckiem. Trzeba pilnować na każdym kroku. Gdzie idziemy?
- Proponuję lody - uśmiechnęłam się
- No tak. Ejj, nie miałaś innej koszulki? - zdziwiła się
- Co? Em.. Nie. Musiałaś pomylić koszulki - zaśmiałam się nerwowo. Cara uważnie na mnie spojrzała, ale potem odpuściła i kontynuowałyśmy drogę do naszego celu, jakim były lody.
- Dziwna jesteś
- Taa, dzięki
Zamówiłyśmy lody i ruszyłyśmy w stronę stolika.
- O kuźwa!
- O co chodzi? - zdziwiłam się
- Chyba dostałam. Idę do WC. poczekaj chwilę.
- Oh, no dobra - powiedziałam i usiadłam na kanapie. Dziewczyny i ten jebany okres. To tylko utrudnia życie. To nie fair. Chłopacy nie mają okresu, w ciążę też nie zachodzą. Zdecydowanie, to się nazywa niesprawiedliwość natury. Po chwili usiadł koło mnie jakiś chłopak z kapturem i czarnymi raybanami. Lekko się odsunęłam, ale chłopak przysunął się jeszcze bardziej. O..K.. to było dziwne. Gwałtownie wstałam z wygodnego siedzenia, lecz on przyciągnął mnie do siebie, w czego efekcie spadłam na jego kolana.
- Nie uciekaj przede mną. Nic ci nie zrobię
- Nie byłabym tego taka pewna - odparłam i ponownie wstałam, co znów spotkało się z taką samą reakcją chłopaka.
- Boisz się? - szepnął mi do ucha, a mnie przeszły dreszcze.
- Nie, ale muszę iść. Przyjaciółka na mnie czeka.
- Nie kłam
- Nie kłamię
- Kłamiesz
- Odwal się, kurwa, nie znam cię, a ty mnie.
- To się może zmienić, jeśli tylko chcesz
- Nie, nie chcę.
- Na pewno? Zastanów się, bo może właśnie teraz przed tobą stoi największa miłość twojego życia.
- Nie sądzę, bo przede mną stoisz tylko ty
- Piękna i zadziorna. Lubię takie
- Zostaw mnie. Nie wiem kim jesteś, i nawet nie widzę twojej twarzy!
- Pokażę ci, ale na pewno nie tutaj. Chodź - pociągnął mnie za rękę i ruszył w stronę toalet.
- Ale ja nie powiedziałam, że chcę cię zobaczyć. Puść mnie dupku! - krzyknęłam poirytowana
- Tego ci nie podaruję. Pożałujesz tego co powiedziałaś - oznajmił chłodno. Przeraziłam się. Co on ma zamiar zrobić?
- Ta, ciekawe jak - mimo wszystko udawałam twardą. Nie odpowiedział. Zamiast tego mocno popchnął mnie na ścianę. Poczułam ból w plecach.
- Pora zamknąć tą twoją, przemądrzałą buźkę - zanim miałam możliwość odgryzienia się, on zaatakował moje usta. Całował namiętnie i erotycznie. Gdy wsunął język w moje wargi, oprzytomniałam. Odepchnęłam go raz, drugi, trzeci, ale nic nie działało. Spróbowałam jeszcze raz. Tym razem nie stawiał oporu. Odsunął się z szelmowskim, tym razem beznadziejnym uśmieszkiem.
- Miałeś mi pokazać kim jesteś, a nie mnie całować, kretynie! - krzyknęłam
- Pokażę, jak nikomu o tym nie powiesz
- To i tak już nie ma znaczenia, bo już mnie to nie obchodzi...
______________________________________________________
Woow, ale długi. Mam nadzieję, że pojawią się jakiekolwiek komentarze. Bardzo mina tym zależy, bo polubiłam to, ale nie chcę się zniechęcać brakiem komentarzy. Więc, jak przeczytałaś rozdział, skomentuj. Proooszę.
P. S. - Następny rozdział pojawi się prawdopodobnie w niedzielę, albo wcześniej, albo później. Miłego popołudnia xDDDDD




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz